Za chwilę wyjeżdżam z Buska, w którym bywam minimum dwa razy do roku, na właściwie, szpitalnej kuracji. Tuż po studiach miałam poważny wypadek samochodowy. Winny był pijany kierowca, dlatego nigdy nie wsiadam za kierownicę nawet po gramie alkoholu. Leżałam w szpitalach koło roku, a w perspektywie miałam jeżdżenie na wózku, lub jeśli się uda kule. Biegam dzięki rehabilitacji robionej przez te wszystkie lata. Znam wszystkie zabiegi i bardzo lubię. Gimnastykuję się w basenie, biorę masaże podwodne i suche. Moczę się w siarce i borowinach.
W tym roku byłam z moja przyjaciółka w sanatorium Marconi. Co za poziom! Latem przyjeżdżam tu z przyjaciółmi z całego świata. Spotykamy Ninę Andrycz, Alinę Janowską i Barbarę Wachowicz, z którą jeździmy na rowerach i jemy wspólne kolacje. A mimo to chudnę. Znajomi pytają mnie, czemu nie bywam w modnych spa, a ja odpowiadam, że 26 złamań nóg na spa nie jest. Trzeba fachowców od rehabilitacji.
W cudnej XIX-wiecznej sali miałam promocję mojej najnowszej „Hani Bani - Królowej samby". Na fotelach tłum kuracjuszy. Poza sezonem są to osoby naprawdę chore. Większość starsze panie, ale i panowie. Zaprosiłam również dzieci z domu dziecka Dobra Chata z Kielc, którymi opiekuje się od lat moja Fundacja. Siedziały uśmiechnięte, słuchając fragmentów książki czytanych przez Beatę de Robien, która jest Polką z francuskim akcentem i przyjechała do Buska specjalnie z Paryża.
Potem były pytania i jedna dziesięcioletnia dziewczynka powiedział mi na pociechę, że też ma w klasie grubaskę około 60 kilo. Ja wtedy ważyłam tylko 50. Hurra! W warszawskim metrze wiszą podobno billboardy z reklamą mojej książki. Zrobię sobie zdjęcie, jak dojadę i to będzie moja pierwsza wizyta w metrze. Tu wyjaśniam, że nim nie jeżdżę, bo stacje daleko ode mnie i przyjaciół, a moja nowa honda jazz jest na tyle cudna, że z niechęcią z niej wysiadam. Chyba zostanę taksówkarką, żeby sobie ciągle jeździć.
Zapraszam na promocję Bani do klubu Traffic 16 marca o 18. Prowadzić będą Maria Szabłowska i Paweł Sztompke, a laudację wygłosi prof. Jerzy Bralczyk, który za Hanią Banią przepada z wzajemnością. Nie piszę o niczym naprawdę ciekawym, bo w Busku nie ma polityki, ani przepychanek. Jest tłum uśmiechniętych osób, tych, które się leczą i tych, które im w tym pomagają.
Kiedy jestem w Sopocie czas płynie inaczej, a raczej pędzi, bo w Sopocie piszę i robię ceramikę oraz mam tłum znajomych. To taka filia Warszawy. Kontakt ze światem mam przez telewizję, która tylko czatuje, żeby mnie polać jakimś świństwem.
Nie napiszę o tym co przeżyłam w związku z tragedią w Pakistanie, bo chyba nawet nie wypada o tym mówić, ale do teraz jestem chora, bo mam wyobraźnię. Nie wierzę, że zrobiono wszystko, bo jakby zrobiono mądrze, to facet pewnie by żył. Takie mam poczucie i mi wolno. Wolno mi również rwać włosy z głowy w związku z aferą ministra Czumy. Znowu wstyd . Co się dzieje? Puszka Pandory, czy co? Okazuje się, że płacę podatki na pensje dla amatorów i oszustów. Przecież sprawa Olewników i ich tragedia, nie mniejsza niż starożytne greckie, to skutek amatorszczyzny i zupełnego braku serca. Jak się czuje rodzina zamordowanego? Co im da złapanie winnych za 5 lat, ale pewnie za 10, bo nasze prawodawstwo tak ma. Co mi z wygranej sprawy z dr. Gumkowskim, który mnie zmasakrował, bo nie ma specjalizacji, kiedy chodzę do sądu przez 5 lat, a on produkuje kolejne kaleki, bo nikomu się nie chce zmienić przepisów i procesy ciągną się latami? Uwaga, to też za moje, czyli podatnika pieniądze!
Wracając do sprytnego pana Czumy. Z tego, co czytałam, stwierdzam, że nie jest on szczególnym zjawiskiem wśród amerykańskiej Polonii, bo wielu jest tam oszukańców, od matrymonialnych począwszy, a na nie płacących bankom, skończywszy. Tu pożyczą, tam obiecają, tu zapomną oddać, więc pożyczą gdzie indziej i jakoś się kręci, a za nimi tłum wierzycieli. Technika jest dobra, bo sumy małe i wielka szansa, że temu, co naiwnie pożyczył, się znudzi pogoń, a wtedy np. 1325 dolarów i 30 centów zostaje w kieszeni oszukańca. Przy poprzednim kursie, to było 2600 złotych z groszami. Też mi dług! Tyle pewnie wydaje przeciętnie minister na komórkę.
Wszystko fajnie, gdy oszukiwanie ludzi dotyczy jakiegoś cwaniaka z prowincji niepłacącego alimentów, bo jego nikt nie wybierze na ministra sprawiedliwości. Mrożek by tego nie wymyślił, a premier tak. Coś nie wychodzi z doborem kadr, szczególnie w tym newralgicznym resorcie. Za poprzedniej ekipy oszołom. Za tej oszust. Nie ważne, że drobny. Nie ważne, rząd stara się zbagatelizować jego długi. Ważne, że się o tym mówi z podawaniem nazwisk wierzycieli, a najważniejsze to, że sprawa dotyczy Ameryki. Walczymy o wizy i dziwimy się, że ich nie dostajemy. A może przestańmy się dziwić, bo jak widać są powody, żeby nas mieć na dystans? Bardzo mi wstyd, bo jak sobie pomyślę, co mówią o nas na świecie, to mnie ciarki przechodzą. Mam nadzieję na jakiś sukces rządzącej ekipy, bo brązowy medal w szczypiorniaku, to trochę za mało na poprawienie naszego wizerunku.
Właśnie czytam swoją książkę Hania Bania - Królowa Samby, która w tej sekundzie ukazuje się w księgarniach i myślę, na ile jest to powieść o dziesięcioletniej dziewczynce w ogóle, a na ile o mnie. Hanię napisałam dość dawno i prawie nic nie pamiętałam, więc z przyjemnością oglądam ilustrujące książkę kolaże i wracam do opowieści. Ilustracje są po prostu zajebiste, nie bójmy się tego używanego nawet przez niemowlęta słowa. Robię je z różnych rzeczy. Swoich, i nie tylko, zdjęć. Fotografuję też na nowo miejsca, gdzie dzieje się akcja. Używam dziewiętnastowiecznych rycin, które kseruję, żeby móc bezkarnie pociąć i zdjęć ze starych pism ilustrowanych, znajdowanych w antykwariatach. Jest to wielka przyjemność zanurzyć się w tamtych czasach i oglądać gazety, które czytało się w podstawówce, a na dodatek je kupić i móc użyć do ilustracji.
Hania Bania niewątpliwie jest mną, ale z tamtych czasów, ze swoim dziecinnym czarnobiałym myśleniem i zabawnym prostym językiem. Dołożyłam jej trochę zmyślonych przygód, żeby było barwniej, ale prawdą jest, że Hania Bania w wieku lat 5 miała identyczny obwód uda jak babcia i to się liczy. Jedyne, co naprawdę pamiętam z dzieciństwa, to cudne zapachy, książki, grzyby, prezenty dostawane i brane, karty oraz gry, poczucie bezpieczeństwa i uczucie lekkiego zagubienia. I to z tamtych czasów został mi niepokój, że coś mnie omija, bo nie mogę być wszędzie.
W pierwszym tomie pod tytułem Hania Bania bohaterka ma 5 lat i dorasta do 7, więc idzie do wymarzonej szkoły i okazuje się, że to był fatalny pomysł, bo nie można robić tego, co się chce. Do teraz mam kłopoty z podporządkowaniem się jakimkolwiek rygorom.
Hania Bania - Królowa Samby ma na wstępie 8 lat i mieszka w Zielonce, a pod koniec książki ma lat 12 i robi karierę taneczną oraz sportową w warszawskiej snobistycznej podstawówce.
Drugi tom, a będzie trzeci, jest zupełnie inny niż pierwszy, bo Hania jest starsza i więcej widzi, inaczej myśli i mówi. Zaczyna sobie zdawać sprawę ze swojej Baniowości, czyli nadmiernej tuszy, traci palmę pierwszeństwa i pomału dostrzega, że jej rodzina to nie Disneyland. Tu uspakajam czytelników, że to wszystko jest przede wszystkim wesołe i zabawne, choćby ze względu na tło połowy lat sześćdziesiątych, które dla Hani były całym światem i się tego nie wstydzi. Jest to normalna powieść, a nie zbiór historyjek, jak w Hani Bani. Czyta mi się znakomicie, bo naprawdę zapomniałam połowę tego, co napisałam i ciągle coś nowego wypływa na powierzchnię mojego kakao z pianką, za które nadal uważam moje życie, choć schudłam i przezwisko Bania straciło sens.
Uwaga! 18 lutego o godz. 15.30, w Busku, w Sanatorium Marconi, będę miała spotkanie autorskie połączone ze sprzedażą moich książek, w tym Hani Bani- Królowej Samby. Bardzo zapraszam osoby, które akurat będą w okolicy, lub jak ja na kuracji.
Na naród padła panika, bo w ramach walki z nepotyzmem nie wypada zatrudnić członka własnej rodziny, choćby był geniuszem, za to wypada zatrudnić członka cudzej, choćby był kretynem. Ostrość tych przepisów wynika u nas, zapewne, z organicznej skłonności Narodu do szwindli. Wojny podjazdowe z okupantem i fortele pana Zagłoby, krętacza i opoja, nauczyły nas kultu dla przekrętów, z którymi walkę podjęła Julia Pitera, a basuje jej mój faworyt Janusz Palikot.
Mam wrażenie, że źle ścigają, bo zwierzyna ucieka w przeciwnym kierunku. Niby dlaczego gania się szefa Sopotu za propozycję załatwienia mieszkania, a nie gania za potworne, powstałe ostatnio, bez związku z zabytkowa architekturą, betonowe molochy szpecące miasto, które pachną przekrętem na miliony? I dlaczego nie sprawdzi się, kto w warszawskim magistracie ma szwagra produkującego żeliwne słupki do wbijania w chodniki, żeby nie parkowały samochody?
Samochód, przeważnie jest szerszy niż metr, czasem półtora, ale nigdy nic nie wiadomo, dlatego wbija się paliki jeden koło drugiego, a czasem w dwóch rzędach, żeby zniechęcić nawet rowerzystów. Nie wiem, ile kosztuje palik, ale pewnie sporo, a pojawiają się bez potrzeby w ilościach przemysłowych. Ostatnio w Warszawie na ulicy Jazdów, koło ambasady francuskiej zobaczyłam istną palikarnię wbitą w chodnik. Nikt tam nie chodzi, nikt prawie nie jeździ, ale widocznie szwagier jakiegoś urzędasa potrzebował kasy na święta. Niech ma, ale dlaczego ode mnie? Przecież ja za to płacę.
Zwykle jak się człowiek do czegoś dokłada, to chce mieć głos, Warszawa wygląda jak Wenecja z patykami do cumowania gondoli, tyle że bez kanałów, jeśli nie liczyć dziur w chodnikach i jezdniach. Może by najpierw załatać, a potem sponsorować szwagra? Paliki są wysokie, choć niskie by wystarczyły, ale były by tańsze, a nepotyczny szwagier w potrzebie.
Cieszę się, że poprzestano na wysokości metra, bo na Dzikim Zachodzie używano wyższych do palikowania koni. Nasze by się nie nadawały i dobrze, bo by ludowcy, zaraz zaczęli konie przywiązywać na znak protestu przy rogu Kruczej i Jerozolimskich, albo w Alejach Ujazdowskich. Wiem, że ściganie niepolitycznych przekrętów nie ma sensu, bo się nie występuje w telewizji, ale szlag mnie trafia na wyrzucanie mojej kasy na cudzą rodzinę.
piątek, 19 marca 2010
Licznik odwiedzin: 292004
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: